Kancelaria Adwokacka Małgorzata Dzwonecka

 

BLOG

Co w prawie piszczy?
Bądź na bieżąco - zmiany przepisów, przydatne wskazówki i ważne informacje.

Wtorek, Sierpień 22, 2017, 17:24 | Brak komentarzy »

Lato, plener, dużo się dzieje.

Nagle dziecko znika nam z oczu...Co robić?

O tym w rozmowie z Oktawią Staciewińską dla bloga O Matko Boska

http://www.omatkoboska.pl/czy-wiesz-co-zrobic-gdy-twoje-dziecko-zaginie/


Piątek, Maj 12, 2017, 19:19 | Brak komentarzy »

 

2 tys. zł grzywny ma zapłacić ma organizatorka „czarnego protestu” w Kielcach Alina B., za dopuszczenie do publicznego znieważenia podczas tej demonstracji znaku Polski Walczącej - orzekł dziś Sąd Rejonowy w Kielcach i nakazał pokrycie kosztów postępowania. Wyrok jest nieprawomocny.

 

Już przy pierwszych informacjach o użyciu znaku Polski Walczącej w Czarnym Proteście, wróżyłam, że będzie draka. Nie każdy będzie akceptował twórcze przerobienie i wykorzystanie symbolu - tym bardziej, że na równi z flagą i barwami narodowymi, drogą ustawy uzyskał ochronę prawną - o czym pisałam tutaj.

Ustawa liczy raptem cztery artykuły i stanowi, że znak Polski Walczącej, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej, a otaczanie Znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej.

Kto publicznie znieważa Znak Polski Walczącej, podlega karze grzywny.

"Nie jest przedmiotem postępowania estetyka tego znaku, tylko fakt, iż takim znakiem nie wolno się posługiwać w bieżącym demonstrowaniu swoich poglądów politycznych, światopoglądu" – mówił sędzia.

Wyrok Sądu może budzić kontrowersje z kilku powodów .
Po pierwsze - dlatego, że został wykorzystany jako symbol walki o prawa kobiet i zapewne dla wielu taki cel uświęca środki - nawet jeśli w sposób oczywisty został w ten sposób "przywłaszczony" dla celów, którym pierwotnie nie służył. Co więcej - ocena taka zawsze będzie wynikała z konkretnych poglądów i poczucia estetyki.
Po drugie - dlatego, że podległ pewnej modyfikacji - a więc nie był wprost znakiem podlegającym ochronie, a jego wariacją (pomijam ocenną kwestię tego, czy warto było dorabiać mu kobiece piersi).
Po trzecie - dlatego, że odpowiedzialność przypisano organizatorce protestu, a nie osobom, które znaku używały.

Należy spodziewać się apelacji - i wtedy okaże się, dokąd zmierza polska myśl orzecznicza.

Na marginesie warto zadać pytanie, czy używanie tego symbolu w bardzo wielu innych, kontrowersyjnych i dyskusyjnych kulturowo kontekstach, też mogłoby być poddane pod ocenę prawnokarną. Powstanie Warszawskie w ostatnich latach świetnie się "sprzedaje" - i słusznie należy zadać pytanie, co np. z tzw. pościelą "patriotyczną" albo wykorzystywaniem znaku przez środowiska kibiców.

W jednym z artykułów na pytanie o używanie znaku PW na koszulkach, kubkach itp., Ryszard Kister, żołnierz Armii Krajowej i prezes okręgu ŚZŻAK w Lublinie odrzekł:
"Stanowczo mówię nie. (...) Kiedy widzę młodych ludzi w koszulkach z „kotwicą” siedzących w barze przy piwie, to myślę sobie, że zachowują się bardzo niepoważnie. I jest to delikatne słowo. Dla takich osób to jest zabawa, a przecież za Armię Krajową i symbol Polski Walczącej zapłaciliśmy krwią i męczarnią. Wielu moich kolegów zginęło, nosząc te symbole. Osoby, które dziś je noszą, chyba nie zdają sobie z tego sprawy. Według mnie, nawet się nie ubierają, tylko przebierają. Nie chcę nawet myśleć, co dziś o takiej sytuacji powiedzieliby moi polegli w walce koledzy. Mogę jeszcze zrozumieć, że ktoś ubrania z takimi symbolami zakłada 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Albo zakłada je na inne okoliczności - np. rocznicę Akcji Burza - odnoszące się do wojska podziemnego. Wówczas mogę zrozumieć, że w ten sposób chcą uczcić powstańców i oddać im hołd. Ale to powinny być jednostkowe sytuacje. Nie dopuszczam myśli, że można naszymi symbolami epatować na co dzień - często w bardzo nieodpowiednich sytuacjach."


Sondę uliczną wśród noszących symbole '44 zrobił niedawno Filip Chajzer:
http://noizz.pl/spoleczenstwo/filip-chajzer-pyta-o-znak-polski-walczacej-zobacz-ten-festiwal-zenady/dd20s1t


Ostatnio o znaku było też głośno gdy okazało się, że ... gdy internauta wpisze w Google słowo "znak hitlerowski" zobaczy symbol Walczącej Polski. Sprawę ujawniła "Rzeczpospolita".

Jak widać - jest jeszcze o co walczyć...


Źródła:
http://www.kurierlubelski.pl/wiadomosci/lublin/a/dwuglos-czy-mozna-uzywac-symboli-polski-walczacej,10457470/

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-05-12/organizatorka-czarnego-protestu-zaplaci-grzywne-za-symbol-polski-walczacej-z-dorysowanymi-piersiami/

http://niezalezna.pl/98654-myslaly-ze-wszystko-im-wolno-jest-wyrok-za-zniewazenie-symbolu-polski-walczacej

http://noizz.pl/spoleczenstwo/filip-chajzer-pyta-o-znak-polski-walczacej-zobacz-ten-festiwal-zenady/dd20s1t

http://wiadomosci.wp.pl/google-klasyfikuja-znak-polski-walczacej-do-symboli-hitlerowski-6105668558361217a


Wtorek, Maj 9, 2017, 17:47 | Brak komentarzy »

Według nowych zasad, wystarczy zalegać z alimentami za 3 miesiące, by czyn taki stanowił przestępstwo.

Tym samym znika ogólna klauzula "uporczywego" uchylania się od łożenia na uprawnionego, która sprawiała wiele problemów praktycznych.

 

Dotychczas kodeks karny zawierał ogólną formułę, że "kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch".

 

Dochodziło do sytuacji kuriozalnych - gdy zobowiązany lub zobowiązana płacąc choćby złotówkę miesięcznie, nie był pociągany do odpowiedzialności karnej - bo nie działał "uporczywie". Nadto, trzeba było wykazać, że następowało narażenie na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych.

Nowy przepis przewiduje, że kto uchyla się od wykonania obowiązku alimentacyjnego określonego co do wysokości orzeczeniem sądowym, ugodą zawartą przed sądem albo innym organem albo inną umową, jeżeli łączna wysokość powstałych wskutek tego zaległości stanowi równowartość co najmniej 3 świadczeń okresowych albo jeżeli opóźnienie zaległego świadczenia innego niż okresowe wynosi co najmniej 3 miesiące,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Kara dwóch lat pozbawienia wolności grozi zaś sprawcy, który w ten sposób naraża osobę uprawnioną na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych.

Ministerstwo Sprawiedliwości argumentowało, że obiektywne kryterium określania zaległości alimentacyjnych - w odróżnieniu od obecnego zapisu o "uporczywym" uchylaniu się od płacenia alimentów - zwiększy skuteczność prawa.

Zgodnie ze zmianą, dłużnicy alimentacyjni będą mieli możliwość uniknięcia kary, jeśli dobrowolnie wyrównają zaległości - nie będzie podlegał karze sprawca, jeśli "nie później niż przed upływem 30 dni od daty pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego uiścił w całości zaległe alimenty".

Wydaje się zatem, że tym razem - dobra zmiana.

Ustawę Prezydent podpisał 6 maja, wejdzie w życie 14 dni od ogłoszenia.


Źródła:
http://orka.sejm.gov.pl/proc8.nsf/ustawy/1193_u.htm
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,597,osiem-ustaw-podpisem-prezydenta-rp.html
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1762329,Skuteczniejsze-egzekwowanie-alimentow-Prezydent-podpisal-nowelizacje-kodeksu-karnego
Foto: Pixabay


Wtorek, Maj 9, 2017, 17:30 | Brak komentarzy »

Stealthing - czyli zdjęcie zabezpieczenia bez zgody partnerki. Czy da się karać to nowe zjawisko? O tym w rozmowie z Eweliną Celejewską z FAKT24.pl

http://www.fakt.pl/kobieta/seks-i-emocje/gwalt-stealthing-zdejmowanie-prezerwatywy-w-trakcie-stosunku/cqf658p

Foto: Pixabay


Czwartek, Marzec 30, 2017, 14:46 | Brak komentarzy »

Sąd Rejonowy w Gdańsku przyznał klientce fryzjerki 10 tysięcy zadośćuczynienia za nieudaną trwałą i zwrot kosztów zabiegów regeneracyjnych ( 214,02 zł) oraz feralnej usługi (70 zł).

Sąd uznał, że fryzjerka powinna była odmówić wykonania usługi, bo od początku było ryzyko uszkodzenia włosów klientki - "w zastosowanym przez pozwaną preparacie lotion, zgodnie z opinią biegłego sądowego z zakresu fryzjerstwa jako jeden z pierwszych preparatów jest A. Denat, który nie jest wskazany dla włosów wysoko porowatych, zniszczonych, cienkich i suchych, a takie posiadała powódka."

"Sąd nie miał wątpliwości, że opisane przez powódkę dolegliwości, wyniknęły z wadliwie wykonanej usługi w salonie pozwanej. Pierwsze reakcje pojawiły się już w salonie fryzjerskim, świadek B. L. zeznała, m.in. że włosy gumkowały się, były popalone na końcach".

"Na skutek zdarzenia z 28 marca 2014 r. powódka wycofała się z życia towarzyskiego, wstydzi się swojego wyglądu. Po zabiegu musiała chodzić do pracy, wykonuje zawód pielęgniarki, ma kontakt z pacjentami, którzy pytali się co się stało. Była to bardzo niekomfortowa sytuacja dla niej. Wychodząc z domu zakładała czapkę albo kaptur, straciła pewność siebie. Zrezygnowała z aktywności fizycznej, z jazdy na rolkach. Nawet latem chodziła w czapce. Do chwili obecnej leczy się psychiatrycznie, nie odzyskała pewności siebie."

Sąd uznał, że fryzjerka nie zachowała staranności wymaganej przy prawidłowym, fachowym wykonaniu usługi fryzjerskiej, staranności niezbędnej do uniknięcia skutku w postaci zniszczenia struktury włosa.

Z uzasadnienia:
"Istotne dla oceny rozmiaru krzywdy powódki są skutki zabiegu w zakresie zmiany jej wizerunku. Powódka została pozbawiona swojego atrybutu w postaci półdługich włosów, które częściowo wypadały. Poszkodowana unikała ludzi, straciła poczucie własnej wartości. Do tej pory leczy się psychiatrycznie. Powódka celem poprawy wyglądu włosów i zwiększenia swojej atrakcyjności, udała się do salonu pozwanej. Dla kobiety to jak wygląda jest ważne. Właśnie po to, by wyglądać jeszcze atrakcyjniej udała się do pozwanej. Dlatego niewątpliwie wypadanie włosów powodowały u powódki istotny dyskomfort. Zupełnie zakazana była jakakolwiek pielęgnacja upiększająca włosy, nie mogła ich farbować, chodziła z 10 cm odrostami. Włosy odrastały do 2 lat."

Sąd zaznaczł również, że pracując jako pielęgniarka, mając kontakt z innymi ludźmi, powódka przeżywała dyskomfort.

Fryzjerka zapowiada apelację.

Za motywację do powstania wpisu dziękuję Oktawii :)

Źródła:

Wyrok Sądu Rejonowego Gdańsk – Północ w Gdańsku z 15 lutego 2017 roku, sygn. akt: I C 1622/15 https://www.saos.org.pl/judgments/272095

http://www.rp.pl/Ubezpieczenia-i-odszkodowania/303259993-Sad-fryzjerka-zaplaci-10-tys-zl-za-spalenie-wlosow.html

Foto: Pixabay


Niedziela, Luty 26, 2017, 15:41 | Brak komentarzy »

Czy da się wynagradzać pracę kobiet, które wychowują dzieci? Czy można uzasadniać wyższe zarobki mężczyzn tym, że są często jedynymi żywicielami rodziny?
#tvn24bis #DebataKobiet
Video: 

http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/roznice-plac-kobiet-i-mezczyzn-debata-kobiet-w-tvn24-bis,717319.html

Foto: Oktawia Stawiecińska


Wtorek, Styczeń 31, 2017, 12:59 | Brak komentarzy »

Należy bić? Tak, ale na alarm.
Nagłówki krzyczą o tym, że w Rosji będzie można uderzyć żonę raz do roku - bezkarnie.

Co naprawdę się zmieniło i dlaczego należy się martwić?

 

 

Jeśli dojdzie do przemocy w rodzinie po raz pierwszy, będzie ona wykroczeniem administracyjnym, a nie przestępstwem - zdecydowała Duma Państwowa.
Nowe przepisy dotyczące przemocy w rodzinie niższa izba parlamentu Federacji Rosyjskiej przyjęła miażdżącą większością głosów - za przyjęciem projektu ustawy opowiedziało się 380 deputowanych, trzech było przeciw.

 
Wskutek reformy, inne są konsekwencje dla sprawcy. Zgodnie z nowymi przepisami sprawcom przemocy w rodzinie grozić będą kary administracyjne, np. prace obowiązkowe (do 360 godzin), poprawcze (do jednego roku), możliwe jest też ograniczenie lub pozbawienie wolności (do dwóch lat) lub areszt (do sześciu miesięcy). Osoby, które dopuszczą się takiego czynu po raz kolejny, odpowiadać już będą na mocy kodeksu karnego.

Zwolennicy zmian argumentowali, że jeżeli pojedynczy akt przemocy nie pociąga za sobą poważniejszych konsekwencji, to państwo nie powinno się nim zajmować i go penalizować.

"Inicjatorzy ustawy, deputowani z obu izb parlamentu, powoływali się na rozbieżność w karach za przemoc fizyczną w przypadku, gdy dopuszczają się jej osoby trzecie i gdy dochodzi do niej w rodzinie. W zeszłym roku złagodzono bowiem w Rosji kary za stosowanie przemocy fizycznej, jeśli taki czyn nie powoduje uszczerbku dla zdrowia.Kary złagodzono w ramach liberalizacji ustawodawstwa, ale nie objęła ona sprawców przemocy wobec bliskich krewnych. " (cyt. za Onet.pl)

Przemoc w rodzinie jest w Rosji ogromnym problemem - statystyki mówią, że co 12 minut dochodzi do przemocy domowej, przy czym dane te dotyczyły tylko przypadków, w których zapadł wyrok skazujący (za rok 2015).

Można szukać różnych argumentów, jednak nie da się uniknąć wrażenia, że złagodzenie kar i zmiana charakteru czynu, jest przyzwoleniem dla "okazjonalnych" aktów przemocy. Oczywiście, każda przemoc w rodzinie musi być poddana wnikliwej ocenie - jednak by uniknąć ewentualnych nadużyć, należy oprzeć ustalenia na wiedzy fachowców - doświadczonych policjantów, psychologów i pracowników socjalnych.
Nie sposób równać spoliczkowania żony z czynami w rodzaju niezapłacenia za parking czy hałasowania w nocy. Musi szokować fakt praktycznie jednogłośnego przyjęcia nowych regulacji. Nawet jeśli przyjąć, że nie każdy incydent w rodzinie musi skutkować "wsadzeniem za kratki", nie można tracić z oczu ceny, jaką za pobłażliwość ustawodawcy płacą ofiary. Poinformowanie organów o przemocy w domu, to dla osoby pokrzywdzonej podwójny ciężar - musi ujawnić swoją prywatność i krzywdę, a także narazić się na zemstę sprawcy.

Jednocześnie media nie donoszą o tym, czy przy takiej zmianie sposobu karania aktów przemocy domowej, ktokolwiek oferuje rozwiązania związane z pracą z rodziną - bo tylko takie założenia mogłyby po części uzasadniać inną koncepcję karania sprawców. Póki co, wiemy tyle, że za jedną awanturę sprawca może odpracować albo spłacić winy i liczyć, że drugi raz pokrzywdzona już się do organów nie zgłosi. Przekonujące? Wcale! Tym bardziej, że to właśnie ujawnienie przemocy i podjęcie decyzji o ściganiu sprawcy, jest dla ofiary najtrudniejsze.

Smutno i straszno - więc na koniec fragment XIV-wiecznego rosyjskiego „Domostroju” - zredagowanego przez popa Siliwestra zbioru przepisów regulujących życie rodzinne, który obowiązywał w tym kraju aż do XIX wieku:

„Żonę należy ciągle pouczać, aby była uległą. Ale do tego potrzeba delikatności. A zatem nie będzie się jej biło po głowie ani pod sercem i należy też unikać do tego celu pałki albo żelaznego drąga. Zalecany jest jedynie bat. Trzeba się jednak umieć nim posługiwać.

Mąż ma odprowadzić penitentkę na ubocze z dala od niedyskretnych podglądaczy i tam, zdjąwszy z niej koszulę, tak by jej nie podrzeć i związawszy jej ręce, wymierzy jej metodycznie tyle razów, ile uzna za konieczne. Po czym zwróci się do niej czułymi słowami, aby nie psuć stosunków małżeńskich na przyszłość”.

Czy do takich "tradycji" odwołuje się współczesna Rosja...?


Źródła:

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/rosja-duma-przyjela-kontrowersyjna-ustawe-o-przemocy-w-rodzinie/crt31kg

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21299119,w-rosji-co-12-minut-dochodzi-do-przemocy-domowej-parlament.html

http://reporters.pl/4782/raz-na-rok-mozesz-zonie-spokojnie-przy-c-w-rosji-cie-za-to-nie-wsadza/

Foto: Pixabay

adw. M. Dzwonecka

 


Poniedziałek, Styczeń 23, 2017, 10:02 | Brak komentarzy »



Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" z powodu braku dofinansowania zawiesza działalność Poradni Telefonicznej. Do dyspozycji ofiar przemocy domowej lub jej świadków pozostaje tyko infolinia.

 

Można spierać się o prawidłowość działalności każdej organizacji. Mieć zatrzeżenia co do instrumentalnego wykorzystywania procedury Niebieskiej Karty i snuć rozważania na temat tego, jaki podmiot i z czyjego nadania powinien zajmować się problemem ofiar przemocy domowej.

Jednak nie ulega wątpliwości, że "Niebieska Linia" przez 20 lat funkcjonowania zyskała społeczne zaufanie i jest jedyną ogólnopolską organizacją, która natychmiast przychodzi na myśl, gdy mowa o przemocy domowej. Nie podano powodów braku dofinansowania, jednak efekt przyjąć należy z największym niepokojem - znika jedno z ważnych narzędzi dostępnych ofiarom.

Ze sprawozdania z działalności za 2015 rok wynika, że w ramach prowadzenia ogólnopolskiego telefonu dla osób uwikłanych w przemoc przeprowadzono konsultacje psychologiczne i prawne w liczbie 13 088. W poradni e-mailowej i korespondencyjnej – odpowiedziano na 1 097 e-maili i 20 listów.

Źródło:
http://niebieskalinia.org/files/5714/6106/5912/Sprawozdanie_2015.pdf
http://www.niebieskalinia.pl/5880-komunikat-dotyczacy-poradni-telefonicznej-niebieskiej-linii-22-668-70-00
Foto: Pixabay


Piątek, Styczeń 20, 2017, 18:16 | Brak komentarzy »

Sąd Najwyższy w wyroku z 19 stycznia 2017 r. dał zielone światło wielbicielom popijania na nad rzeką.

 

W kwietniu pisałam o walce pewnego obywatela w sprawie mandatu za "piwko nad Wisłą". Zobacz wpis >>>

Art. 14 ust. 2a ustawy o wychowaniu w trzeźwości mówi, że „zabrania się spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w parkach”.

Pan Marek Tatała nie przyjął mandatu i podjął z organami polemikę co do karalności picia alkoholu nad brzegiem rzeki – podnosząc, że bulwar nie jest miejscem objętym działaniem ustawy.

W pierwszej instancji warszawiak sprawę przegrał.

Sąd Okręgowy w Warszawie skierował jednak do Sądu Najwyższego pytanie prawne. czy pod pojęciem ulicy, na której nie wolno pić alkoholu, należy rozumieć definicję z rozporządzenia ministra administracji i cyfryzacji z 2012 r., czy też definicję z ustawy o drogach publicznych.

Pierwszy akt określa ją jako „wydzielony pas terenu z urzędową nazwą, przeznaczony do ruchu pieszego lub pojazdów”, więc może nią być także bulwar. Drugi mówi jednak, że ulicą jest wyłącznie „droga na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy”. SN, choć odmówił odpowiedzi na pytanie, opowiedział się za tą drugą, węższą definicją. (cyt. za Rzeczpospolitą).

Sąd Najwyższy wskazał, że w prawie karnym powinno stosować się definicję węższe, by nie ograniczać praw i swobód obywatelskich.

„Sędzia Andrzej Siuchniński podkreślał, że przy wątpliwościach co do wykładni pojęcia ulicy, powinna być przyjęta ta, która jest korzystniejsza dla obwinionego. Jak powiedział – jednym z aspektów praworządności jest, że obywatelom wolno to, czego prawo im wyraźnie nie zabrania, a organom władzy wolno tylko to, na co prawo im wyraźnie zezwala. Jeżeli zatem możliwe są dwa rezultaty wykładni – to należy przyjąć korzystniejsze dla sprawcy. Nie może być bowiem tak, żeby wobec nieścisłości języka prawnego obywatel znajdował się w stanie niepewności prawa i ponosił tego negatywne konsekwencje.” (cyt. za Onet.pl).

"Na koniec sędzia Siuchniński podsumował: - Wydaje się, że te uwagi powinny być sądom w praktyce orzeczniczej pomocne i przyczynić się do zerwania z totalnie błędną praktyką uznawania że, spożywanie alkoholu jest niedozwolone w szeroko rozumianych miejscach publicznych. Bo tak nie jest." (cyt. za TVN)

Postanowienie nie kończy jeszcze sprawy pana Marka Tatały - wskazówki SN nie mają mocy prawnej (formalnie sąd odmówił odpowiedzi na pytanie prawne), ale sędziowie i strony procesów wykorzystują je ze względu na autorytet Sądu Najwyższego.
Pozostaje zatem czekać na rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Warszawie.

 

Źródła:

http://www.rp.pl/Prawo-karne/301199913-Sad-Najwyzszy-piwo-na-bulwarze-legalne.html#ap-1

http://warszawa.onet.pl/sad-najwyzszy-mozna-pic-alkohol-na-bulwarze-nad-wisla/74c8z8s

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,nie-kazdy-bulwar-jest-ulica-sad-najwyzszy-o-piciu-alkoholu,222054.html

Foto: Pixabay

Profil akcji Legalnie Nad Wisłą: https://www.facebook.com/legalnienadwisla/


środa, Styczeń 18, 2017, 13:56 | Brak komentarzy »

„Rzeczpospolita” opublikowała wyniki badań wynagrodzeń sędziów, prokuratorów, radców prawnych i adwokatów.

Jak się okazuje, najlepiej wynagradzani są sędziowie, których średnia pensja wynosi 9 941 zł brutto. Co drugi sędzia otrzymuje pensję od 7 804 zł do 11 930 zł. 25% najgorzej wynagradzanych sędziów zarabia poniżej 7 804 zł brutto, natomiast na zarobki powyżej 11 930 zł brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych sędziów.

Drugie miejsce na podium zajmują prokuratorzy – zarabiają średnio 8 944 zł brutto. Co drugi prokurator otrzymuje pensję od 7 500 zł do 10 584 zł. 25% najgorzej wynagradzanych prokuratorów zarabia poniżej 7 500 zł brutto. Na zarobki powyżej 10 584 zł brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych prokuratorów.

Trzecie, miejsce na podium zajęli radcowie prawni ze średnim wynagrodzeniem 7 100 zł brutto. Co drugi radca prawny otrzymuje pensję od 4 633 zł do 10 400 zł. 25% najgorzej wynagradzanych radców prawnych zarabia poniżej 4 633 PLN zł. Na zarobki powyżej 10 400 zł brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych radców prawnych .

Poza podium znaleźli się adwokaci – ze średnim miesięcznym wynagrodzeniem 5 500 zł brutto. Co drugi adwokat zarabia od 4 000 PLN do 9 880 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych adwokatów zarabia poniżej 4 000 PLN brutto. Na zarobki powyżej 9 880 PLN brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych adwokatów.

Informacje zebrał portal wynagrodzenia.pl

Badanie nie objęło notariuszy i komorników sądowych. 

Źródło:

http://www.rp.pl/Uslugi-ceny-zarobki/301169953-Zarobki-adwokatow-radcow-sedziow-prokuratorow---raport-2017.html#ap-1

Foto: Pixabay


Wtorek, Styczeń 17, 2017, 16:55 | Brak komentarzy »

Przestępstwa wobec zwierząt - polskie statystyki.

Sunia Maja była prezentem dla dziecka.

28-letni mieszkaniec Sanoka wyjaśniał, że kiedy niesforne szczenię zaczęło podgryzać – trafiło do szopy. Co nie tłumaczy jednak, dlaczego było niedożywione i odwodnione. Po interwencji  Fundacji Obrony Praw Zwierząt Anaconda, psina trafiła pod opiekę policjantki z Sulęcina.

Nowa opiekunka wraz z psią pokrzywdzoną były w sądzie. Wyrokowi przysłuchiwało się też kilkunastu obrońców praw zwierząt.

Łukasz F. został skazany przez Sąd Rejonowy w Gorzowie Wielkopolskim na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oprócz tego 28-latek przez trzy lata nie będzie mógł posiadać zwierząt. Zapłaci też 1,5 tys. nawiązki na rzecz Anacondy oraz 1064 zł tytułem kosztów procesu.

ZWIERZĘ – TO NIE RZECZ

Ustawa o ochronie zwierząt stanowi, że „zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”. Przepisy każą  każde zwierzę traktować humanitarnie  - uwzględniające potrzeby zwierzęcia i zapewniające mu opiekę i ochronę.

Przepisy karne ustawy przewidują, że kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2, a w razie działania ze szczególnym okrucieństwem - do lat 3.Tej samej karze podlega ten, kto znęca się nad zwierzęciem.

Zakaz posiadania zwierząt może być orzeczony od roku do lat 10. Sąd może orzec nawiązkę w wysokości od 500 zł do 100.000 zł na cel związany z ochroną zwierząt.

POLAK „POTRAFI”

Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami? Bada to m.in. Fundacja Czarna Owca Pana Kota z Krakowa. W opublikowanym raporcie wskazuje, że w latach 2012–2014 ok. 30% spraw o przestępstwa przeciwko humanitarnej ochronie zwierząt kończy się odmową wszczęcia dochodzenia, ok. 43% umorzeniem postępowania, a tylko ok. 19% skierowaniem do sądu aktu oskarżenia.

Polecam lekturę – jak się okazuje chora fantazja człowieka nie ma granic. Sprawcy potrafią ukręcić głowę papudze, wyprać psa w pralce, zadźgać gołębia kulą ortopedyczną, czy uśmiercić zwierzę w piekarniku.

  • „Znęcał się nad kaczką krzyżówką poprzez wyciągnięcie jej z wody za skrzydło, dotykanie nią po ciele innej ustalonej osoby, a następnie rzucenie kaczką o ziemię, co w konsekwencji spowodowało śmierć ptaka w wyniku przerwania rdzenia kręgowego”
  • „Ze szczególnym okrucieństwem znęcał się nad jeżem poprzez kilkakrotne kopanie w zwierzę oraz skakanie po nim, co spowodowało u jeża obrażenia w postaci urazów narządów wewnętrznych oraz wieloogniskowe złamanie kośćca, w wyniku których zwierzę zmarło”
  • „Znęcał się nad kotem ze szczególnym okrucieństwem poprzez wrzucenie go do pieca centralnego ogrzewania, co spowodowało oparzenia ciała”
  • „Znęcała się nad psem rasy mieszanej w ten sposób, że chcąc zadać mu ból i cierpienie, podała mu do spożycia pieczywo, w którym umieściła igłę krawiecką, tabletkę zawierającą środek o nazwie „klonazepan” oraz substancję zawierającą antykoagulant”

Bywa też, że sprawcy nieudolnie próbują pozbyć się chorego zwierzęcia albo zastąpić weterynarza:

  • „Usiłował uśmiercić własnego chorego na nowotwór psa poprzez zadawanie mu w głowę ciosów tłuczkiem kuchennym do mięsa na parkingu leśnym”
  • „Znęcał się nad własnym psem o imieniu Marcel w ten sposób, że przy użyciu ostrego nożyka dokonał zabiegu kastracji, nie posiadając wymaganych uprawnień i sprawiając mu ból”

Ponura to i dramatyczna lektura. A jaka kara?

  

STATYSTYKI

Badane sądy w latach 2012–2014 rozstrzygnęły 897 spraw o przestępstwa przeciwko ochronie zwierząt, które dotyczyły 984 sprawców.

Za popełnienie przestępstw przeciwko zwierzętom przed sądami stawali jako oskarżeni w większości mężczyźni (83,5%).

Większość rozpatrywanych spraw dotyczyła zwierząt domowych (83,5%), tylko nieliczne zwierząt gospodarskich (12,3%) oraz dzikich lub wolno żyjących (4,2%).

Badane sądy za przestępstwa przeciwko zwierzętom orzekały na ogół karę pozbawienia wolności (53,7%), w 86% przypadków z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próby.

Wobec 20% sprawców obok kary pozbawienia wolności orzeczono karę grzywny. Średnio sądy orzekały wobec sprawców karę pozbawienia wolności w wymiarze 6 miesięcy. Najdłuższy orzeczony okres próby wyniósł 5 lat, średnio sądy warunkowo zawieszały karę pozbawienia wolności na okres 2 lat i 3 miesięcy. Najwyższą karę pozbawienia wolności (26 miesięcy) za przestępstwa przeciwko zwierzętom orzekł w 2013 roku Sąd Rejonowy w Nowej Soli wobec sprawcy uśmiercenia psa ze szczególnym okrucieństwem oraz znęcania się nad innym psem. 

W połowie spraw rozpatrywanych w latach 2012–2014 badane sądy nie orzekły wobec sprawców żadnych środków karnych przewidzianych w Ustawie o ochronie zwierząt. Jeśli były one orzekane, to przede wszystkim w formie nawiązki na cel związany z ochroną zwierząt (40,4%). Średnia wysokość nawiązki wyniosła 740 zł, najniższa 50 zł, a najwyższa 4000 zł.

Poczucie sprawiedliwości przy orzekaniu kary też jest zróżnicowane. Na bezwzględną karę 8 miesięcy pozbawienia wolności Sąd skazał sprawcę zabicia szczeniąt, który zamknął je w reklamówce i uderzał o stos drzewa. Zoofil dostał 1000 zł grzywny i zwolnienie od kosztów sądowych. Względem sprawców, którzy obcinali ogony szczeniętom bez wskazań medycznych, sąd warunkowo umorzył postępowanie. Sprawca, który zatłukł tchórzofretkę i wyrzucił ją na śmietnik, został skazany na 2 miesiące pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres próby 2 lat

94% obywateli ankietowanych w ramach monitoringu uznało, że kary za przestępstwa przewidziane w przepisach karnych Ustawy o ochronie zwierząt są zbyt niskie.

Wysokość kar za przestępstwa przeciwko zwierzętom została podniesiona tylko raz, podczas nowelizacji ustawy w 2011 roku.

Tym razem oskarżony nie stawił się w sądzie, więc nie patrzył w oczy swej psiej ofierze. Jednak obecność zwierząt na sali sądowej zyskuje na popularności – w USA wyszkolone psiaki mają pomagać podsądnym w zwalczaniu stresu – o czym pisałam tutaj.

Jak rzekł Artur Schopenhauer:

“Zaiste, chciałoby się powiedzieć, że ludzie są diabłami na ziemi, a zwierzęta dręczonymi przez nich duszami.”

Szczęśliwie jednak, dobrych serc jest wiele. Jeśli ten wpis Państwa zainteresował, polecam wesprzeć jakichś animalsów, choćby wspomnianą fundację:

http://czarnaowca.org/wspieram/

Fundacja Czarna Owca Pana Kota

ul. Na Szaniec 23/36 

31-559 Kraków

PKO BP Oddział 1 w Krakowie

89 1020 2892 0000 5102 0376 0949

SWIFT: BPKOPLPW

IBAN: PL89102028920000510203760949 

Tytułem: „darowizna na cele statutowe”

 ***

O sprawie pisze Gazeta Lubuska:

http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/gorzow-wielkopolski/a/pies-przyszedl-do-sadu-28latek-z-santoka-ktory-go-glodzil-zostal-skazany,11695327/

Raport Fundacji Czarna Owca Pana Kota:

http://czarnaowca.org/wp-content/uploads/2016/03/CzarnaOwca-NMP-RAPORT-1.pdf

Foto: Pixabay

*** 

Małgorzata Dzwonecka, Copyright Kancelaria Adwokacka Małgorzata Dzwonecka 2017

 


Poniedziałek, Styczeń 16, 2017, 13:05 | Brak komentarzy »

 

Czy można przyznać adwokatowi jeszcze mniej niż mało?

O stawkach za pomoc udzieloną z urzędu było na blogu nie raz – schematycznie podwyższone za czasów ministra Budki, potem znów obniżone przez ministra Ziobro praktycznie do stanu z roku 2002 (15 lat, a o inflacji ni widu, ni słychu…).

A pełnomocnicy najczęściej rozżaleni, bo ustawodawca nie baczy na nakład pracy i zupełnie nierynkową wysokość wynagrodzeń wypłacanych za pomoc prawną w tzw. „urzędówkach”.

Stawki ustalone są sztywno dla określonego rodzaju spraw, w części przypadków, zależą od wartości przedmiotu sporu.

Faktyczny nakład pracy i koszty kancelaryjne praktycznie nie są brane pod uwagę. W efekcie wynagrodzenie bywa kuriozalnie niskie (np. 120 zł netto za wielomiesięczny udział w sprawie), z rzadka – nieadekwatnie wysokie (tylko dlatego, że sprawa była o duże pieniądze – niezależnie od nakładu pracy).

Zasadą jest, że stawki przyznaje się w sztywnej kwocie wynikającej z rozporządzenia, w sprawach bardziej pracochłonnych, sąd może – ale nie musi – stawkę podwyższyć.

W toku praktyki orzeczniczej przyjęło się, że w przypadku nieudzielenia lub nienależytego udzielenia pomocy prawnej, sąd może odmówić przyznania wynagrodzenia pełnomocnikowi.

Tymczasem w pewnej sprawie, sąd stawkę minimalną…samodzielnie obniżył poniżej minimum określonego rozporządzeniem. Prawnik udzielił pomocy, jednak jego mocodawca nie uiścił opłaty sądowej, przez co pozew został zwrócony. Wówczas Sąd uznał, że z uwagi na mały nakład pracy, pełnomocnikowi należy się połowa kosztów (600 a nie 1200 zł netto).

Adwokat nie pogodził się z takim orzeczeniem. Wskazywał, że uznanie sędziowskie nie może prowadzić do przyznania pełnomocnikowi z urzędu wynagrodzenia niższego niż przewidziane w rozporządzeniu. Podkreślał, że podejmował czynności w interesie klienta – kilkakrotnie kontaktował się z powodem i był gotów sprawę prowadzić dalej. 

Ostatecznie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który orzekł, że stawki nie można zasądzić poniżej minimum.

– Należy odróżnić odmowę wypłaty wynagrodzenia w razie niewykonania pomocy z urzędu czy rażących zaniedbań od miarkowania. Odmowa wchodzi w rachubę, do miarkowania nie ma podstaw – wskazał w uzasadnieniu uchwały sędzia SN Karol Weitz.

Pozostaje tylko obawa, że szukając oszczędności budżetowych, sądy będą odmawiać wypłaty wynagrodzenia pełnomocnikom. Wielokrotnie praca z klientem nie ma konkretnego wyniku – trzeba jednak odbyć spotkanie, przeczytać akta – a dowolność interpretacyjna może prowadzić do kuriozalnych, niekorzystnych dla pełnomocników rozstrzygnięć.

Co po raz kolejny jest dowodem na to, że system „urzędówek” wciąż kuleje.

Źródło: Uchwała III CZP 87/16 z 13 stycznia 2017 r.

O sprawie pisze Rzeczpospolita

 


Piątek, Styczeń 13, 2017, 16:58 | Brak komentarzy »

Nie spłacasz pożyczki i ściga cię firma windykacyjna? A może dopiero planujesz wziąć kredyt?W orzeczeniu z 11 stycznia 2017 r. Sąd Najwyższy uznał, że pożyczkobiorca uprawniony jest do skutecznego ograniczenia kręgu podmiotów, którym wierzytelność może być sprzedana.

Skargę kasacyjną wniósł Adwokat Tomasz Jeziorski z Kancelarii Adwokackiej w Łodzi.

- Panie Mecenasie, o co chodziło w sprawie?

Do moich Klientów zgłosiła się firma windykacyjna. Okazało się, że matka pozwanych zawarła umowę pożyczki konsumenckiej na cele mieszkaniowe ze SKOK-iem. Wierzytelność tę kupiła spółka powodowa G. i domagała się od spadkobierców spłaty należności.

- I co można było doradzić w tej sytuacji?

Najczęściej bardzo trudno uniknąć spłaty długów – w tej sprawie wykazano, że moi Klienci rzeczywiście zobowiązani są do spłaty zobowiązań matki jako spadkodawcy, a firma kupiła wierzytelność od SKOK-u. Jednak po uważnej lekturze dokumentacji, moją uwagę zwrócił fragment umowy, w którym określono warunki przelewu wierzytelności. Owszem, zawierał zgodę na sprzedaż prawa do dochodzenia zwrotu długu, ale tylko na rzecz jednego, określonego podmiotu (Spółka A). Była to spółka inna niż ta, która faktycznie nabyła wierzytelność od SKOK-u i pozwała moich Klientów (Spółka G.)

- Jaki był przebieg postępowania?

Spółka, która nabyła wierzytelność, pozwała spadkobierców pożyczkobiorcy o 55 tys. zł przed Sądem Rejonowym w Mińsku Mazowieckim.  Sąd ten uznał, że wobec ograniczenia umownego, spółka G. nie nabyła skutecznie wierzytelności od SKOK. W konsekwencji uwzględnił zarzut braku legitymacji procesowej czynnej i powództwo oddalił.

- Czy nabywca wierzytelności pogodził się z takim orzeczeniem?

Nie - spółka G. wniosła apelację od tego wyroku wskazując, że klauzula umowna nie mogła ograniczać SKOK-u w wyborze podmiotu, któremu sprzeda wierzytelność. Przeciwnik odniósł się do ogólnej reguły ujętej w 509 § 1 kodeksu cywilnego i stwierdził, że skoro przelew wierzytelności jest ogólnie dopuszczalny bez zgody dłużnika, to postanowienie umowne, w którym dłużnik wyraża zgodę na przelew (na określonych warunkach), nie ma żadnego znaczenia. Taką argumentację podzielił Sąd Okręgowy  w Siedlcach, który zmienił zaskarżony wyrok i zasądził całą kwotę na rzecz powodowej spółki.

- Czy wówczas złożył Pan broń?

Po wyroku Sądu drugiej instancji, przed moimi Klientami stała trudna decyzja – czy kontynuować batalię sądową i liczyć, że nasze wątpliwości prawne podzieli Sąd Najwyższy. Wskazać należy, że wywiedzenie skutecznej skargi kasacyjnej stanowi nie lada wyzwanie – trzeba bowiem przede wszystkim przekonać Sąd Najwyższy, że zagadnienie przedstawione w sprawie jest na tyle dużej wagi, by skargę przyjąć do rozpoznania. Klienci zdecydowali się jednak walczyć dalej.

- Co było największym wyzwaniem w tej sprawie?

Największym wyzwaniem było oczywiście przekonanie Sądu Najwyższego, aby zajął się sprawą. Wniosek o przyjęcie skargi kasacyjnej do rozpoznania oparty został na stwierdzeniu, iż w sprawie istnieje istotne zagadnienie prawne - w skrócie: czy w oparciu o 509 § 1 kodeksu cywilnego dopuszczalne jest formułowanie przez strony umownego ograniczenia dopuszczalności przelewu wierzytelności na osobę trzecią poprzez formułowanie takie zastrzeżenia w sposób pozytywny tj. poprzez zastrzeżenie, iż dłużnik a priori wyraża zgodę na przelew wierzytelności na rzecz danego podmiotu czy podmiotów, czy też zastrzeżenie takie może być formułowane wyłącznie w sposób negatywny - tj. przez wskazanie, iż przelew wierzytelności na rzecz podmiotu, czy podmiotów, bez zgody dłużnika nie jest dopuszczalny.

- Ile czasu trwało przygotowanie skargi?

Już w trakcie prowadzenia sprawy w postępowaniu pierwszo- i drugoinstancyjnym, należało zebrać obszerny materiał – orzecznictwo, poglądy doktryny. Analiza orzeczeń i skonfrontowanie różnych poglądów w nich wyrażonych również wymagało kilkutygodniowej pracy. Samo napisanie skargi było już tylko przelaniem wyników tych wielomiesięcznych poszukiwań i rozważań na papier.

- Ile trwało oczekiwanie na rozpoznanie skargi kasacyjnej przez Sąd Najwyższy?

Skarga wpłynęła do Sądu Najwyższego w dniu 8 marca 2016 roku, a rozprawa odbyła się w dniu 11 stycznia 2017 roku.

- Warto było czekać?

Zdecydowanie tak! Sąd przychylił się do argumentacji zawartej w skardze i uznał, że wobec zgłoszonych wątpliwości, dopuszczalne jest ograniczenie możliwości przelewu wierzytelności oraz, że sąd nie dokonał wykładni woli stron, która skutkowała zastrzeżeniem takiego postanowienia w umowie pożyczki. W konsekwencji, Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Siedlcach i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd Okręgowy ma dokonać wykładni woli stron umowy i uwzględnić rozumienie przepisu art. 509 § 1 kodeksu cywilnego wskazane przez Sąd Najwyższy. Sąd Najwyższy po sporządzeniu uzasadnienia, zwróci akta Sądowi Okręgowemu w Siedlcach - na rozprawę apelacyjną trzeba będzie poczekać około 3 miesięcy.

- Jakie znaczenie ma orzeczenie Sądu Najwyższego dla osób zadłużonych?

Jeśli  pożyczkobiorcy i kredytobiorcy będący konsumentami chcą być pewni jaki podmiot może nabyć od banku wierzytelność w razie braku spłaty kredytu, to muszą zadbać o to, aby stosowne zastrzeżenie  znalazło się w umowie. Przepisy dotyczące konsumentów w takiej sytuacji nie zapewnią im bowiem ochrony i wobec braku odpowiedniego zapisu w umowie, wierzytelność może zostać przelana na podmiot prowadzący  tzw. agresywną czy też twardą windykację.

W obrocie pozakonsumenckim, wyrok ten potwierdza możliwość  zawierania przez strony w umowach różnego rodzaju zakazów i ograniczeń cesji wierzytelności – np. przez ograniczenia co do czasu, formy takiej cesji oraz osoby, na rzecz której wierzytelność można sprzedać.

- Jaka zatem jest podstawowa rada dla kredytobiorców?

Tradycyjnie – warto czytać umowy i dbać o to, by zabezpieczały nasze interesy.

----

Informacji udzielił: Adwokat Tomasz Jeziorski - Kancelaria Adwokacka, Al. Mickiewicza 15 lok. 6, 90-443 Łódź

Rozmowę odbyła: Adwokat Małgorzata Dzwonecka

Wyrok Sądu Najwyższego z 11 stycznia 2017 r., sygnatura akt IV CSK 116/16

O sprawie pisze Rzeczpospolita

 


Czwartek, Styczeń 12, 2017, 11:36 | Brak komentarzy »

"Kupowanie przez powoda pozwanej ubrań oraz darowanie telewizora i starej kanapy,(...) z uwagi na łączącą wówczas powoda z pozwaną intymną relację, czyni zadość zasadom współżycia społecznego i w związku z tym nie może być podstawą roszczenia o zwrot kwot wydatkowanych na wyżej wskazane cele. Mężczyzna w mocno średnim wieku, chcąc mieć romans z młodą kobietą i żyć z nią w konkubinacie, musi liczyć się z pewnymi wydatkami, chociażby na drobne upominki do jakich można zaliczyć zakup kobiecie bluzki. Żądanie zwrotu kwot wydatkowanych na upominki w ustalonym przez Sąd stanie faktycznym jest moralnie naganne, a co za tym idzie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i nie może korzystać z ochrony prawnej."

To orzeczenie czyta już chyba cała Polska, a ciekawych fragmentów jest więcej:

 


Czwartek, Styczeń 12, 2017, 11:20 | Brak komentarzy »

Wydatek na kurs języka angielskiego może być zaliczony przez programistę do kosztów uzyskania przychodów w jego pozarolniczej działalności gospodarczej - potwierdził Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w interpretacji indywidualnej z 15 grudnia 2016 r.

Podatnik skierował wniosek o interpretację przepisów – argumentował, że w codziennej współpracy obowiązującym językiem jest angielski, w tym języku wydawane są też czasopisma i książki branżowe. Z powyższego wywodził, że dokształcanie się w tym zakresie powinno być objęte możliwością „wrzucenia w koszty”. Fiskus przychylił się do tego stanowiska.

Źródła:

Interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 15 grudnia 2016 r., sygn. 3063-ILPB1-1.4511.215.2016.2.IM

Foto: Pixabay

Czytaj na FB:

Podatki - programista odliczy wydatek na kurs językowy


Czwartek, Styczeń 12, 2017, 10:46 | Brak komentarzy »

Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 10 stycznia uznał, że odmowa zwolnienia muzułmańskich uczennic z koedukacyjnych lekcji pływania nie naruszyła prawa do wolności wyznania ich rodziców.

Kliknij tytuł aby przeczytać cały wpis albo przeczytaj na profilu FB:

Szwajcaria - koedukacyjne pływanie nie narusza wolności wyznania. 

 


Aktualności także na profilu FB:

Copyright ©2016 Kancelaria Adwokacka Małgorzata Dzwonecka, All Rights Reserved.
Liczba odwiedzin: 4510